środa, 28 września 2011

Portret

Tym razem postanowiłam się dopisać do Fotogry w ArtPiaskownicy. Klimaty zdjęcia jeszcze wakacyjne, ale dotychczas niepublikowane, więc wrzucam.:-)


niedziela, 25 września 2011

Wspólne pieczenie i jesienny dżem z imbirową nutą

Ostatnie ciepłe dni staramy się spędzać intensywnie, więc plan dnia był dosyć napięty. A tu w sobotę niespodziewanie dostałam przemiłe zaproszenie do wspólnego pieczenia od Anity i Etrali :-). Na szczęście zakwas był odświeżony, bo gdzieś między zwiedzaniem krakowskiej fabryki lalek, a przejażdżką rowerową wypadała chwila na zarobienie ciasta na nowe bochenki. :-) Dziewczyny tym razem zaproponowały żytni chleb, taki z gatunku raczej ciężkich. Udało mi się nad nim zapanować dosyć szybko i oto jest (a właściwie zostały jeszcze tylko dwie kromki :-)). Po wyciągnięciu go z piekarnika co prawda ogarnęła mnie chwila grozy, bo chleb wyszedł z niego mniejszy, niż go wsadzałam i miałam już wizję zakalca... Na szczęście jego widmo zostało zażegnane i już następnego dnia pałaszowałam pyszne kanapki ze zrobionym w piątek dżemem, o którym będzie w dalszej części. Tak czy siak, dziękuję moim wirtualnym towarzyszkom za motywację i zaproszenie do wypróbowania nowego przepisu. Na prawdę było warto!

Sour 100 % rye bread  ("The handmade loaf" Dan Lepard, cytuję za Ewą)
Składniki na zaparkę:
240 gr wrzącej wody
60 gr żytniej mąki pełnego przemiału ( typ 2000 )
Na ciasto:
200gr żytniego zakwasu
50 gr zimnej wody
300 gr zaparki
300 gr dobrej lekkiej mąki żytniej ( typ 720, ja wmieszałam też takiej 2000 )
1 łyżeczka dobrej soli morskiej
Zaparka
Wrzątek schłodzić do temp 90 stopni, szybko wymieszać  z mąką starając się nie uzyskać zbyt wielu grudek. Przykryć i odstawić na 1 godz. ( ale może być nawet na 24 godziny ).
Ciasto
Żytni zakwas mieszamy z zimną wodą, wlewamy do zaparki ( zostawiając 2 łyżki zaparki do wysmarowania chleba ).
Mieszamy dokładnie ze suchymi składnikami aż otrzymamy gładką masę. Wykładamy na wysmarowaną oliwą powierzchnię ( lub obsypana maką – to jest żytnie ciasto więc będzie się kleić ) formujemy kule, a następnie zwijamy w baton. Przekładamy do foremki i zostawiamy do wyrośnięcia na 5 godzin lub do podwojenia objętości. 
Piekarnik nagrzewamy do 210 stopni, ciasto staramy się wysmarować zaparką. Spryskać chleb i wodą, piec przez 50 minut, przez pierwsze 5 minut pryskając chleb wodą.
Wystudzić na kratce.
 

Gdy wystygnie zawinąć w pergamin, związać i odłożyć przed krojeniem na 1 dzień. Ja podobnie jak Ewa zawinęłam w ściereczkę i kroiłam rano na śniadanie.



A teraz historia dżemu :-). Zazwyczaj robię dżemy na pektynie, ale tym razem postanowiłam spróbować innego sposobu. Proporcje owoców dobrałam sama, ale jeśli chodzi o sposób przygotowania, to korzystałam ze wskazówek Polki.
Jesienny dżem z imbirową nutą
900 g śliwek (wcześniej wypestkowanych i pokrojonych w mniejsze kawałki)
300 g jabłek (obranych i pokrojonych)
300 g gruszek (również obranych i pokrojonych)
mały kawałek korzenia imbiru (obrany i starty na tarce)
450 g cukru

Przygotowane wcześniej owoce zasypujemy cukrem w garnku i wstawiamy na noc do lodówki, aby puściły sok. Na drugi dzień smażymy dżem. Ja smażyłam na średnim ogniu i po pewnym czasie przetarłam owoce blenderem (zależało mi na uzyskaniu dżemu bez kawałków owoców). Zrezygnowałam z przygotowania karmelu, o którym pisze Polka, za to skorzystałam z jej metody sprawdzenia, czy dżem jest już gotowy. Aby to zrobić na początku smażenia należy włożyć do zamrażalnika mały deserowy talerzyk. Chcąc sprawdzić, czy dżem jest gotowy, wyciągamy go, nakładamy małą ilość dżemu wkładamy na 1 minutę do zamrażalnika, wyjmujemy, i przeciągamy po nim palcem, jeśli się pomarszczy, to oznacza, że jest już gotowy i możemy go przekładać do słoiczków. Jeśli nie, należy spróbować ponownie za kilka minut. Dżemik pasteryzowałam na sucho przez 20 minut.

piątek, 23 września 2011

Pomidorowo-paprykowy dip

Ten przepis był mocno inspirowany przepisem na Ljutenicę który ostatnio pokazał się w Lawendowym Domu. Od razu jak zobaczyłam kolorowe słoiczki tknęło mnie, że tak mógłby wyglądać sos do nachos. Taki pomidorowy, z kawałeczkami papryki. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. No i świetnie, bo wyszedł taki jak miał być, teraz będzie czekał na gości, albo filmowe wieczory z mężem. :-)


Paprykowo-pomidorowy dip do nachos

1,5 kg pomidorów (mile widziana lima)
1 kg papryki (różnokolorowej)
6 ząbków czosnku
3 łyżeczki soli (ale to już indywidualna sprawa)
1 duża ostra papryczka
łyżka oliwy


Pomidory sparzyć, obrać ze skórki, pokroić, a następnie przetrzeć blenderem. Podgrzewać w garnku do momentu odparowania połowy wody. W tym czasie upiec paprykę (15 minut w temperaturze 200 st. z termoobiegiem, do momentu, aż skórka będzie czarna). Paprykę obrać ze skóry, pokroić (sok z wewnątrz dodać do pomidorów) i dodać do pomidorów. Rozdrobnioną ostrą papryczkę i przetarty czosnek dodać do pozostałych składników. Przyprawić solą i gotować jeszcze około godziny. Zapasteryzować słoiczki, jeśli chcemy przechowywać je dłużej, jeśli nie, myślę, że spokojnie wystarczy im na jakiś tydzień lodówka.

środa, 21 września 2011

Czekoladowo-czekoladowe... :-)

Od dawna chciałam zrobić takie ciasto... Czekoladowo-czekoladowo-czekoladowe :-) Marzenie. Do działania zmobilizowała mnie Tofka w tej edycji Weekendowej Cukierni i chwała jej za to. Ja upiekłam ciasto, dzieci ubiły śmietanę i była okazja do małej kawki :-). Ciasto jest jak dla mnie idealne, już kiedyś próbowałam zrobić tego typu wypiek, ale wyszło tak sobie, a to mnie zachwyciło. Zdecydowanie dopasowane do jesiennej chandry i pluchy na dworze. 
W związku z wcześniej wspomnianą jesienną pluchą pozwolę sobie tylko na małą prywatę. Wszystkie mamy poszukujące czapek jesiennych dla swoich maluchów zaproszę o tutaj, prosto do mojej mamy :-)

No dobrze, dosyć gadania, pora na przepis :-)







Ciasto czekoladowe z bitą śmietaną (przepis Nigelli Lawson)

Składniki:
250 g gorzkiej czekolady (najlepiej 70%)
125 g miękkiego masła
6 jaj
175 g cukru
skórka otarta z 1 pomarańczy
2 łyżki likieru
500 ml śmietany kremówki (najlepiej 36%)
2 łyżeczki cukru waniliowego
trochę gorzkiego kakao (łyżeczka lub dwie)

Na początek włącz piekarnik i nagrzej go do 180 °C.
W czasie gdy piekarnik się grzeje, rozpuść czekoladę, jeśli jesteś mniej uważny zrób to w kąpieli wodnej lub w mikrofali. Osobiście roztapialiśmy czekoladę w rondelku nad gazem. Do czekolady dodaj masło i poczekaj, aż się rozpuści i odstaw całość do przestygnięcia. Kiedy czekolada z masłem  będzie letnia, ubij dwa jajka i 4 żółtka z 75 g cukru, później delikatnie wmieszaj czekoladę z masłem, likier i skórkę z pomarańczy.
W drugiej misce ubijcie pozostałe po rozdzieleniu 4 białka. Kiedy w misce powstanie piana dodawajcie powoli cukier i ubijajcie do momentu aż piana zrobi się błyszcząca i zrobi się sztywna.
Następnie do ubitych białek dodajcie na początek kilka łyżek masy czekoladowo-jajecznej. Resztę masy dodawajcie powoli i mieszajcie delikatnie, zupełnie jak w przypadku biszkoptu, żeby piana nie siadła.

Spód tortownicy (o średnicy ok 23-25 cm) wyłóżcie pergaminem. Przelejcie masę i włóżcie ją rozgrzanego wcześniej piekarnika. Ciasto powinno się piec około 35-40 minut. Po tym czasie wyjmijcie je i odstawcie do wystudzenia.  W miarę stygnięcia ciasto będzie opadać. I tak ma być. Ciasto wewnątrz jest ciężkie i bardzo czekoladowe.

Końcowa faza to bita śmietana. Do śmietany dodajcie cukier waniliowy i ubijajcie do momentu aż śmietana będzie sztywna. Byle nie za długo, bo zamiast śmietany zrobi się domowe masło. Śmietanę nałóż na wystudzone ciasto i posyp je naturalnym, gorzkim kakaem.

niedziela, 18 września 2011

Mały komplet

Tym razem komplet - kartka i mały notesik. A ponieważ notes ma elementy papieru ze "słownikowymi" napisami i stemple zgłaszam go nieśmiało na wyzwanie sklepu "Na strychu". Kartka powstała z kolei jako lift na blogu wyzwaniowym sklepu Scrapki.pl


czwartek, 15 września 2011

Bez przesady ;-)

Kolejna część mojego powstającego na raty albumu, tym razem inspirowana wyzwaniem gościa na portalu "Polki scrapują". Hasło przewodnie "pochwała przesady", czyli można było poszaleć z ulubionymi motywami i dodatkami. U mnie obowiązkowo moje dzieci, niezmiennie ukochany format 15x15 cm, przeszycia i guziki. :-)

poniedziałek, 12 września 2011

Folder na CD

Tym razem folder dwufunkcyjny i troszkę większy niż zazwyczaj. Można do niego wkleić zdjęcia i dodatkowo ma kieszonkę na płytę. No i jeszcze malutki karnecik na wpisanie życzeń. :-) Z uwagi na to, że można na nim dostrzec paseczki zgłaszam go tutaj. :-) Nie mogłam tylko dojść do ładu ze zdjęciami i wyszły takie sobie...





wtorek, 6 września 2011

Dziecinnie proste lody na zakończenie wakacji...

Otóż moje dzieci dwa dni po hucznym rozpoczęciu roku szkolnego postanowiły się rozchorować. Cudownie... Choroba nie była zbyt obłożna, energii im nie brakowało, więc stwierdziłam, że trzeba by poszaleć w kuchni   dla urozmaicenia wspólnego aresztu domowego. Wybór padł na lody, więc towarzystwa nie trzeba było długo namawiać. Z ręką na sercu przyznaję, że dzieci zrobiły je same (ja byłam tylko przepisoczytaczem i minutnikiem). W chwili twórczego natchnienia stworzyliśmy dwie wersje śmietankową i kakaową z kawałkami czekolady. Przyznam szczerze, że rozochocona efektem niecierpliwie czekam na wersję owocową i bakaliową. Przepis wynalazłam u Dorotki i jedyną modyfikacją jaką bym zalecała jest zmniejszenie ilości cukru. Chyba nie muszę opisywać jak bardzo dumni byli moi mali kucharze serwując lody tacie! :-)




Lody mleczne


puszka mleka skondensowanego niesłodzonego
120 g cukru pudru (ale myślę, że 100 g spokojnie by wystarczyło)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (nie miałam, więc nie dałam, a i tak były smaczne :-))


Mleko schłodzić (najlepiej umieścić w lodówce 24 h wcześniej). Po tym czasie mleko ubić mikserem na gęstą pianę. Na końcu wsypać cukier i ekstrakt, zmiksować.
 Zmiksowaną mieszankę przelać do pojemnika i umieścić w zamrażarce. Lody w ciągu procesu mrożenia wyciągać kilkakrotnie co godzinę i miksować przez chwilę. U mnie były gotowe na następny dzień.


Wersja kakaowa - z łyżki kakao i zimnej wody zrobić pastę, dodać jeszcze odrobinę wody, dodać do lodów po dodaniu cukru (ja dorzuciłam jeszcze kilka kostek pokrojonej czekolady)
Wersja owocowa - na sam koniec dodać 100 g pure owocowego

poniedziałek, 5 września 2011

Baaardzo nietypowo ślubnie...

Tym razem kartka ślubna. Nietypowa, to chyba mało powiedziane. Żadnych kwiatków, bratków, kokardek itp. słodyczy. Państwo młodzi lubują się w górskich wyprawach, stąd też wizja dosyć mało standardowa ;-). Przy okazji pasująca na aktualne wyzwanie na PS. Mam nadzieję, że się spodoba...





niedziela, 4 września 2011

Zaległy notes

Ten notes miałam przyjemność robić jeszcze w czasie warszawskiego zlotu :-) Zbindowałam go dopiero wczoraj, dzięki uprzejmości Arte Banale, stąd też zdjęcia wrzucam dopiero dzisiaj :-). 
Nie mniej jednak chciałam serdecznie podziękować sklepikowi Na strychu za możliwość pracy z papierami Karoli, no i drogiej Arte, która pomogła mi go zebrać do kupy.



sobota, 3 września 2011

Folder rodzinny

Już jakiś czas temu mój mąż poprosił mnie o zrobienie folderu ze zdjęciami naszej rodzinki. Takiego, który mógłby zamieszkać u niego na biurku w pracy. Wybrał zdjęcia i tak minęły wakacje, a ja nie miałam kiedy się za to zabrać... W końcu się udało. Wszelkie kwiatki, motylki, kokardki w formie dekoracji odpadały, w końcu folder miał zamieszkać na męskim biurku :-). Koniec końców powstał taki oto tryptyk (ha, ozdób mało, ale słowo przynajmniej wielkie ;-)), który przy okazji wpisał się w zasady wyzwania o tu. Zdjęcia w większości wykonane przez Magdę. Jak się dowiedziałam od obdarowanego, biurko to on ma duże, folderek za to jest dosyć mały, co interpretuję jako prośbę o stworzenie kolejnych do kolekcji ;-)